Nie chce MI się gadać.
sobota, 24 listopada 2012
czwartek, 15 listopada 2012
Talent
Od tygodnia pracuje w centrum Kolonii, dojeżdżam codziennie
70km co czyni mój dzień bardzo długim. Zleceniodawcą jest ministerstwo
niemieckiej edukacji, obiektem jest teren należący do szkoły a moim zadaniem
wykopanie stu dwudziestu metrów kwadratowych ziemi na głębokość czterdziestu centymetrów
następnie rozprowadzenie sześćdziesięciu ton żwiru przy pomocy ciężkiego
sprzętu, osadzenie na beton krawężników i położenie kilkunastu palet kostki brukowej.
Deszcz, błoto, ciemno, zimno, wiatr… młot pneumatyczny, kilof, łopata,
ładowarka… 5:00 pobudka, 6:00 meldunek
na bazie, 7:30 meldunek na miejscu budowy, 16:00 koniec pracy, 18:00 powrót do
domu, 19:00 głęboki sen. Jeszcze nigdy nie byłem tak wyczerpany fizycznie i
muszę powiedzieć, że bardzo to lubię. Nie mam siły nawet się wykąpać i myśleć, po
prostu jestem ciałem podczas gdy mózg odpoczywa.
Gdy będę nosił krawat będę go nosił z pokornym brakiem uśmiechu i wielkim szacunkiem dla ludzi którzy pracują ciężko fizycznie ponieważ aby zrozumieć zjawiska tego świata najpierw trzeba je przeżyć. Robol to prymitywny człowiek bez podstawówki który żłopie wódkę w robocie i wygląda jak szuszfol – tak każdy potrafi powiedzieć… jestem skrajnością która wbija w głowę argumenty niczym mój przyjaciel kilof (kill off) nie podważalną cześć stali w zasiedziały bezpieczny grunt twojej płytkiej, zarozumiałej świadomości.
Mimo zaciśniętych zębów, napiętych mięśni, odcisków na dłoniach gdy kułem niezwykle głośnym młotem pneumatycznym nadlew fundamentu dopadła mnie Myśl związana właśnie z systemem szkolnictwa. Szkoła w obrębie której pracuje jest połączeniem przedszkola, podstawówki, gimnazjum i liceum a przynajmniej ich polskich odpowiedników co reasumując daje naprawdę dużą liczbę dzieciaków i młodzieży. Każda z wiekowych części szkoły ma tzw. Duże przerwy na zewnątrz budynku w związku z czym nie można przejeżdżać przez teren szkoły żadnym ciężkim sprzętem, ciężarówkami, ładowarkami, samochodami etc. Ze względu na bezpieczeństwo dzieciaków po godzinie 10:00, między 12:00-13:00 i przed 16:00. Dziś po 7 dniach pracy dopadł mnie kryzys wytrzymałości fizycznej i po zaledwie pięciu godzinach stwierdziłem, że na dziś kończę pracę i jadę do domu odpocząć. Praca na własny rachunek daje mi właśnie ten komfort, że pracuje tak długo jak mam ochotę. Niestety stanąłem w miejscu gdyż teren szkoły był zamknięty z uwagi na dużą przerwę która trwa ok godziny a dzieciaki biegają po boiskach, grają w piłkę, biją się, całują i piszą SMSy.
Stałem pod kraciastą bramą oparty na masce samochodu upierdolony w ziemi, kurzu i 3 gramami błota pod paznokciami …obserwowałem zachowanie dzieci różnych ras oraz postawę nauczycieli którzy ich pilnowali i stwierdziłem iż system edukacji jest do kompletnej zmiany. Po sposobie poruszania, zachowaniu, gestach, odgłosach dzieci byłem wstanie wyobrazić sobie ich w przyszłości a więc wyciągnąć z ich naturalnej postawy wrodzone jeszcze nie nabyte umiejętności które mogły by wykorzystać w przyszłości.
Jaki jest sens uczenia się matematyki, fizyki, geografii i wszystkich innych przedmiotów skoro w naszym życiu wykorzystamy tylko 10% tej wiedzy. Uczenie się na pamięć jest idiotyzmem. Skoro czegoś nie przyswajam to dlaczego mam tracić czas aby się tego uczyć lepiej poświęcić te cenne godziny życia na naukę tego do czego mam predyspozycję. Dziecko przestaje być człowiekiem w momencie gdy idzie pierwszy raz do szkoły, kończy się jego etap autentycznego postrzegania świata… dlaczego dziecko bo tak należy nazwać tych pseudo dorosłych osobników zasiadających w gimnazjach ma decydować o swojej przyszłości i wybrać profil szkoły średniej?! Na jakiej podstawie? Jak licealista będący oazą alkoholu, seku i życia nocnego ma wiedzieć na jakie studia chce iść?! Dzieci nie są w stanie decydować o swojej przyszłości dlaczego więc zabieramy im niewinność i cenne młodzieńcze lata aby już zaczęły myśleć o swojej przyszłej pracy?! Pomijam iż tylko 10% wykształconych ludzi pracuje w swoim zawodzie. Rodzice? Rodzice dziś najmniej znają swoje dzieci!!! A wywiadówki w szkołach? W Sali zasiadają rodzice dzieci i wychowawca który na forum informuje kto się dobrze uczy kto źle, kto jest zdolny a kto nie potrafi nic zrobić samodzielnie, kto chodzi na wagary, kto zachowuje się jak aniołek a kto jak kurwa w kościele lub kryminalista w wytwórni czekolady… kto bile a kto jest bity, kto kabluje a kto brani swego… dlaczego są tworzone na forum w oczach rodziców realne podziały na dobrych i złych?! Jakim kurwa prawem się pytam?! Jeśli już takie wywiadówki są koniecznością niech odbywają się na zasadach prywatnych wizyt w celu zadbania o prywatną wartość charakteru i nazwiska. Chcą wywiadówki wyssanej z palca to niech siedzą 33 godziny i rozmawiają z każdym z rodziców osobno bo na forum z reguły albo się obrażamy, śmiejemy, wytykamy palcem lub kłócimy.
Dziś zauważyłem, że niektóre dzieci świetnie ruszają się fizycznie i grają w piłkę naprawdę jak na kilku latka to zjawisko było bardzo pokaźnym pierwiastkiem wewnętrznego talentu… dziś zauważyłem które dzieci mają zdolności przywódcze…dziś zauważyłem które dziewczynki wolą towarzystwo chłopców a które dziewczynek…dziś zauważyłem który chłopiec jest nie śmiały, który jest chętnym rozmówcą, który jest ciekawy wszystkiego, który jest odważny, który waleczny, który wrażliwy, który kombinator, który cwany, który sprytny, który rozsądny… Rola nauczyciela moim zdaniem powinna polegać na wyłapywaniu talentów/predyspozycji personalnych danego dziecka i starania zrobić się w strukturach szkolnictwa wszystkich możliwych działań aby wesprzeć owe dziecko począwszy od indywidualnej rozmowy z rodzicem niepełnoletniego chłopca lub dziewczynki. Jeśli jestem sprawny fizycznie może warto zapisać mnie do klubu sportowego, jeśli jestem gadułą może warto rozwijać zdolności lingwistyczne, jeśli mam zdolności przywódcze może warto inwestować w dziecko w tym kierunku, jeśli mam poczucie rytmu to może gra na pianinie lub innym instrumencie będzie dobrym rozwiązaniem…
Dzieci mają autentyczny Talent tylko uniwersalnie myślący ludzie mający czelność nazywać się Nauczycielem nie potrafią zauważyć i pokazać tych wartości dziecku i jego rodzicom.
Gdy będę nosił krawat będę go nosił z pokornym brakiem uśmiechu i wielkim szacunkiem dla ludzi którzy pracują ciężko fizycznie ponieważ aby zrozumieć zjawiska tego świata najpierw trzeba je przeżyć. Robol to prymitywny człowiek bez podstawówki który żłopie wódkę w robocie i wygląda jak szuszfol – tak każdy potrafi powiedzieć… jestem skrajnością która wbija w głowę argumenty niczym mój przyjaciel kilof (kill off) nie podważalną cześć stali w zasiedziały bezpieczny grunt twojej płytkiej, zarozumiałej świadomości.
Mimo zaciśniętych zębów, napiętych mięśni, odcisków na dłoniach gdy kułem niezwykle głośnym młotem pneumatycznym nadlew fundamentu dopadła mnie Myśl związana właśnie z systemem szkolnictwa. Szkoła w obrębie której pracuje jest połączeniem przedszkola, podstawówki, gimnazjum i liceum a przynajmniej ich polskich odpowiedników co reasumując daje naprawdę dużą liczbę dzieciaków i młodzieży. Każda z wiekowych części szkoły ma tzw. Duże przerwy na zewnątrz budynku w związku z czym nie można przejeżdżać przez teren szkoły żadnym ciężkim sprzętem, ciężarówkami, ładowarkami, samochodami etc. Ze względu na bezpieczeństwo dzieciaków po godzinie 10:00, między 12:00-13:00 i przed 16:00. Dziś po 7 dniach pracy dopadł mnie kryzys wytrzymałości fizycznej i po zaledwie pięciu godzinach stwierdziłem, że na dziś kończę pracę i jadę do domu odpocząć. Praca na własny rachunek daje mi właśnie ten komfort, że pracuje tak długo jak mam ochotę. Niestety stanąłem w miejscu gdyż teren szkoły był zamknięty z uwagi na dużą przerwę która trwa ok godziny a dzieciaki biegają po boiskach, grają w piłkę, biją się, całują i piszą SMSy.
Stałem pod kraciastą bramą oparty na masce samochodu upierdolony w ziemi, kurzu i 3 gramami błota pod paznokciami …obserwowałem zachowanie dzieci różnych ras oraz postawę nauczycieli którzy ich pilnowali i stwierdziłem iż system edukacji jest do kompletnej zmiany. Po sposobie poruszania, zachowaniu, gestach, odgłosach dzieci byłem wstanie wyobrazić sobie ich w przyszłości a więc wyciągnąć z ich naturalnej postawy wrodzone jeszcze nie nabyte umiejętności które mogły by wykorzystać w przyszłości.
Jaki jest sens uczenia się matematyki, fizyki, geografii i wszystkich innych przedmiotów skoro w naszym życiu wykorzystamy tylko 10% tej wiedzy. Uczenie się na pamięć jest idiotyzmem. Skoro czegoś nie przyswajam to dlaczego mam tracić czas aby się tego uczyć lepiej poświęcić te cenne godziny życia na naukę tego do czego mam predyspozycję. Dziecko przestaje być człowiekiem w momencie gdy idzie pierwszy raz do szkoły, kończy się jego etap autentycznego postrzegania świata… dlaczego dziecko bo tak należy nazwać tych pseudo dorosłych osobników zasiadających w gimnazjach ma decydować o swojej przyszłości i wybrać profil szkoły średniej?! Na jakiej podstawie? Jak licealista będący oazą alkoholu, seku i życia nocnego ma wiedzieć na jakie studia chce iść?! Dzieci nie są w stanie decydować o swojej przyszłości dlaczego więc zabieramy im niewinność i cenne młodzieńcze lata aby już zaczęły myśleć o swojej przyszłej pracy?! Pomijam iż tylko 10% wykształconych ludzi pracuje w swoim zawodzie. Rodzice? Rodzice dziś najmniej znają swoje dzieci!!! A wywiadówki w szkołach? W Sali zasiadają rodzice dzieci i wychowawca który na forum informuje kto się dobrze uczy kto źle, kto jest zdolny a kto nie potrafi nic zrobić samodzielnie, kto chodzi na wagary, kto zachowuje się jak aniołek a kto jak kurwa w kościele lub kryminalista w wytwórni czekolady… kto bile a kto jest bity, kto kabluje a kto brani swego… dlaczego są tworzone na forum w oczach rodziców realne podziały na dobrych i złych?! Jakim kurwa prawem się pytam?! Jeśli już takie wywiadówki są koniecznością niech odbywają się na zasadach prywatnych wizyt w celu zadbania o prywatną wartość charakteru i nazwiska. Chcą wywiadówki wyssanej z palca to niech siedzą 33 godziny i rozmawiają z każdym z rodziców osobno bo na forum z reguły albo się obrażamy, śmiejemy, wytykamy palcem lub kłócimy.
Dziś zauważyłem, że niektóre dzieci świetnie ruszają się fizycznie i grają w piłkę naprawdę jak na kilku latka to zjawisko było bardzo pokaźnym pierwiastkiem wewnętrznego talentu… dziś zauważyłem które dzieci mają zdolności przywódcze…dziś zauważyłem które dziewczynki wolą towarzystwo chłopców a które dziewczynek…dziś zauważyłem który chłopiec jest nie śmiały, który jest chętnym rozmówcą, który jest ciekawy wszystkiego, który jest odważny, który waleczny, który wrażliwy, który kombinator, który cwany, który sprytny, który rozsądny… Rola nauczyciela moim zdaniem powinna polegać na wyłapywaniu talentów/predyspozycji personalnych danego dziecka i starania zrobić się w strukturach szkolnictwa wszystkich możliwych działań aby wesprzeć owe dziecko począwszy od indywidualnej rozmowy z rodzicem niepełnoletniego chłopca lub dziewczynki. Jeśli jestem sprawny fizycznie może warto zapisać mnie do klubu sportowego, jeśli jestem gadułą może warto rozwijać zdolności lingwistyczne, jeśli mam zdolności przywódcze może warto inwestować w dziecko w tym kierunku, jeśli mam poczucie rytmu to może gra na pianinie lub innym instrumencie będzie dobrym rozwiązaniem…
Dzieci mają autentyczny Talent tylko uniwersalnie myślący ludzie mający czelność nazywać się Nauczycielem nie potrafią zauważyć i pokazać tych wartości dziecku i jego rodzicom.
Siła i elastyczność from Humanista on Vimeo.
niedziela, 4 listopada 2012
Powrót do przeszłości
W styczniu na stałe wracam do Polski. Czy się cieszę? Nie wiem.
To był ciężki okres, czas wystawiał mnie na próbę, wiele się nauczyłem zarówno
od strony manualnej, intelektualnej ale przede wszystkim nauczyłem się
kolejnego skrawka siebie. Zaczynam mieć tajemnice i coraz mniej mówię, nie
staram się udowadniać i stać w pierwszym rzędzie. Przegrywam bitwę, wygrywam
wojnę. Teraz widzę więcej, słyszę więcej, czuje więcej, mówię mniej. Staję się
jeszcze większym indywidualistą który stara się wszechstronnie podejść do czasu
zwanego życiem. Jeszcze bardziej wątpię w przystanki określone miłością a
zamiast kabaretów oglądam piękne kobiety które uprawiają sex z lustrem. Czy ja
znajdę gdzieś niewiastę która będzie wyważona psychicznie czy naprawdę zostanę
kawalerem?
Na razie oddam się w pełni pracy zawodowej bowiem czeka mnie nie lada wyzwanie. Od stycznia będę pracował w wydawnictwie prasowym na stanowisku menedżera ds. rozwoju w dziale marketingu i sprzedaży do moich obowiązków będzie należało prowadzenie kampanii reklamowych, organizowanie i prowadzenie konferencji, administrowanie branżowego portalu biznesowo-społecznościowego oraz współpraca z grafikiem i redaktorem naczelnym. Od stycznie również będę pracował dla agencji reklamowej JC Gizmo na stanowisku które ładnie się nazywa po angielsku creative director a zajmował się będę projektowaniem grafiki, sprzedażą, aranżacją kampanii reklamowych, sprawami biurowymi i wszystkim tym co pozwoli firmie zarobić duże pieniądze. Od stycznia również zakładam swoją działalność gospodarczą i będę świadczył usługi z zakresu negocjacji i kreacji oraz chce zacząć budować domy na sprzedaż pod Poznaniem. Od dłuższego czasu zastanawiam się nad założeniem Stowarzyszenia Kultury Wielkopolskiej i oficjalnie na przełomie stycznia i lutego projekt w końcu ruszy mam zamiar również wydać swoją gazetę i założyć radio choć na początek internetowe… ponownie zamierzam wrócić do produkcji podkładów muzycznych, skończyć montować film który kręcę już pół roku i może w końcu zrobię prawo jazdy na motocykl bo za kurs zapłaciłem już 3 lata temu.
Jak widać mam co robić ale już wiem, że będą dni w które będę po prostu zanudzał się w samotności.
Na razie oddam się w pełni pracy zawodowej bowiem czeka mnie nie lada wyzwanie. Od stycznia będę pracował w wydawnictwie prasowym na stanowisku menedżera ds. rozwoju w dziale marketingu i sprzedaży do moich obowiązków będzie należało prowadzenie kampanii reklamowych, organizowanie i prowadzenie konferencji, administrowanie branżowego portalu biznesowo-społecznościowego oraz współpraca z grafikiem i redaktorem naczelnym. Od stycznie również będę pracował dla agencji reklamowej JC Gizmo na stanowisku które ładnie się nazywa po angielsku creative director a zajmował się będę projektowaniem grafiki, sprzedażą, aranżacją kampanii reklamowych, sprawami biurowymi i wszystkim tym co pozwoli firmie zarobić duże pieniądze. Od stycznia również zakładam swoją działalność gospodarczą i będę świadczył usługi z zakresu negocjacji i kreacji oraz chce zacząć budować domy na sprzedaż pod Poznaniem. Od dłuższego czasu zastanawiam się nad założeniem Stowarzyszenia Kultury Wielkopolskiej i oficjalnie na przełomie stycznia i lutego projekt w końcu ruszy mam zamiar również wydać swoją gazetę i założyć radio choć na początek internetowe… ponownie zamierzam wrócić do produkcji podkładów muzycznych, skończyć montować film który kręcę już pół roku i może w końcu zrobię prawo jazdy na motocykl bo za kurs zapłaciłem już 3 lata temu.
Jak widać mam co robić ale już wiem, że będą dni w które będę po prostu zanudzał się w samotności.
niedziela, 21 października 2012
Detal
Z każdą dekadą świat zmienia się w dość diametralny sposób tak szybko, że nie nadążamy cieszyć
się chwilą. Są ludzie którzy mają plan na całe
swoje życie i starają się dążyć do celu przez wszystkie cenne lata swojego żywota,
szkolą się, zakładają rodziny, budują dom i umierają. Jak to jest wiedzieć
czego się chce? Ja będąc gimnazjalistą nie wiedziałem do jakiego liceum chce
iść, nie wiedziałem jaki profil wybrać, nie wiedziałem co chce w życiu robić
zawodowo, nie wiedziałem jakie studia wybrać. Jestem fuksem, decyzją podjętą w
ostatniej chwili bo nie kieruje się na swojej drodze życia przyzwoitością i rozsądkiem
lecz spontaniczną logiką zsynchronizowaną z czasem. Tak sobie myślę, że
właściwie moje życie jest bardzo romantyczne i szalone zupełnie jak miłość –
czasami ciężkie czasami ekscytujące. Osobiście bardzo ukrywam swoją
romantyczność bo jest dość nie na czasie i nie chodzi o to, że się wstydzę bo
jestem bardzo bezwstydny lecz dlatego iż jest to już cecha niechciana. Ostatnio
polubiłem mieć rzeczy których niema nikt, moje, prywatne, inne imię, inny styl, inny wygląd, inny pogląd…szukam siebie nadal nie wiem czego chce.
W dzisiejszym świecie mamy dostęp do wszystkiego i cieszy to masy lecz dla mnie
osobiście liczy się retro,indywidualizm, nisza, cień. Gdyby mnie było stać na Audi RS6 to muszę powiedzieć
iż z czystym charakterem kupił bym 30 letniego Opla Mante i przeprowadził w nim
gruntowny remont bez dodatków elektroniki i zbędnych gadżetów.
Podobają mi się stare czarnobiałe filmy w których wyłapuje mutacje językowe jakie mamy obecnie, sposób poruszania się aktorów, mimika, muzyka, aranżacja, wyobraźnia, cel, psychologia odbiorców, moda… szkoda, że nie można poczuć zapachu np. lat 60’.
Dziś na filmach, w reklamach, na ulicach, w gazetach, na wystawach wszędzie jest dużo pięknych Kobiet ale żadna mi się nie podoba. Brakuje mi we współczesnych Kobietach detalu, smaku, wdzięku, naturalności. Za każdym razem obserwuję dokładnie, słucham uważnie i staram się znaleźć jakiś szczegół który zrobi na mnie wrażenie. Miałem już wiele Kobiet ale nie mogę powiedzieć iż byłem zafascynowany którąkolwiek do takiego stopnia abym mógł ją uwodzić każdego dnia.
Zdałem sobie sprawę iż w moim życiu zamiast drogocennych dóbr materialnych taka naprawdę najcenniejszy jest bezcenny detal. Cena bez ceny. To detal widoczny tylko dla dwóch osób będzie ich całym światem.
Dziś obejrzałem film z lat 60tych pt. „Godzina pąsowej róży” i muszę powiedzieć, że bardzo mnie zachwycił. Film który ma prawie pół wieku opowiada historię dziewczyny która cofnęła się w czasie do innej „pięknej” epoki. Można usłyszeć język jakim posługiwali się ludzie, cenne przedmioty, wartość muzyki, wystawność teatralną, zamożność i przeciętność sposób obcowania z ludźmi względem osi czasu z połowy XX wieku i lat 80’ XIX wieku.
Muszę powiedzieć iż bardzo zachwycił mnie makijaż bohaterki dość charakterystyczny jak na tamte lata – jak dla mnie idealny. Jeśli dziś zobaczę Kobietę z takim makijażem zakocham się od razu.
Czarnobiały obraz w połączeniu z wyobraźnią daje naprawdę bardzo nasycone kolory możecie mi wierzyć na słowo.
Świat się zmienia szukamy za daleko, nie patrzymy pod nogi, nie zwracamy uwagi na to co jest najbliżej nas. Czasami aby iść do przodu trzeba się zatrzymać a nawet cofnąć ponieważ jedynym ponad czasowym zjawiskiem tego świata jest coś bardzo abstrakcyjnego i pożądanego – miłość.
Podobają mi się stare czarnobiałe filmy w których wyłapuje mutacje językowe jakie mamy obecnie, sposób poruszania się aktorów, mimika, muzyka, aranżacja, wyobraźnia, cel, psychologia odbiorców, moda… szkoda, że nie można poczuć zapachu np. lat 60’.
Dziś na filmach, w reklamach, na ulicach, w gazetach, na wystawach wszędzie jest dużo pięknych Kobiet ale żadna mi się nie podoba. Brakuje mi we współczesnych Kobietach detalu, smaku, wdzięku, naturalności. Za każdym razem obserwuję dokładnie, słucham uważnie i staram się znaleźć jakiś szczegół który zrobi na mnie wrażenie. Miałem już wiele Kobiet ale nie mogę powiedzieć iż byłem zafascynowany którąkolwiek do takiego stopnia abym mógł ją uwodzić każdego dnia.
Zdałem sobie sprawę iż w moim życiu zamiast drogocennych dóbr materialnych taka naprawdę najcenniejszy jest bezcenny detal. Cena bez ceny. To detal widoczny tylko dla dwóch osób będzie ich całym światem.
Dziś obejrzałem film z lat 60tych pt. „Godzina pąsowej róży” i muszę powiedzieć, że bardzo mnie zachwycił. Film który ma prawie pół wieku opowiada historię dziewczyny która cofnęła się w czasie do innej „pięknej” epoki. Można usłyszeć język jakim posługiwali się ludzie, cenne przedmioty, wartość muzyki, wystawność teatralną, zamożność i przeciętność sposób obcowania z ludźmi względem osi czasu z połowy XX wieku i lat 80’ XIX wieku.
Muszę powiedzieć iż bardzo zachwycił mnie makijaż bohaterki dość charakterystyczny jak na tamte lata – jak dla mnie idealny. Jeśli dziś zobaczę Kobietę z takim makijażem zakocham się od razu.
Czarnobiały obraz w połączeniu z wyobraźnią daje naprawdę bardzo nasycone kolory możecie mi wierzyć na słowo.
Świat się zmienia szukamy za daleko, nie patrzymy pod nogi, nie zwracamy uwagi na to co jest najbliżej nas. Czasami aby iść do przodu trzeba się zatrzymać a nawet cofnąć ponieważ jedynym ponad czasowym zjawiskiem tego świata jest coś bardzo abstrakcyjnego i pożądanego – miłość.
niedziela, 14 października 2012
EVOLUTION
Pewnie mało kto zastanawiał się dlaczego w telewizji w latach 80’ i 90’ było tyle Amerykańskich filmów związanych ze wschodnimi sztukami walk w których źli byli zawsze Azjaci typu Tong Po. Zawsze występowali nieśmiertelni bohaterowie typu Sylwek Stallone jako Rambo albo Rocki, Arni Schwarzenegger jako chociażby Terminator (germ. Schwarz – Czarny, Negger – murzyn, Schwarzenegger – czarny murzyn).
Otóż po przegranej przez Amerykanów wojnie w Wietnamie należało zatuszować sprawę aby morale społeczne nie podupadły dlatego poprzez rozrywkowe filmy wbijano motłochowi na całym świecie, że amerykańscy żołnierze to nieśmiertelni bohaterowie którzy zawsze mimo iż dostają wpierdol przez 11 rund to w ostatniej wygrywają a źli zawsze byli nasi (niewinni) wrogowie.
Dziś w kinie Amerykańskim możemy zaobserwować zjawisko które nazywam efektem Jelcyna a mianowicie prawie zawsze pojawia się jakiś element związany z Rosją, rosyjska mafia, rosyjski szpieg, rosyjska kochanka, rosyjski naukowiec etc. W kilku początkowych scenach bohaterowie którzy grają Rosjan są negatywnymi postaciami jednak z biegiem fabuły okazuje się iż jednak Rosjanin to przyjaciel. Ten zabieg jest ewidentnym ruchem społecznym który ma ocieplić relacje Rosyjsko-Amerykańskie w świadomości ludności oraz na politycznej arenie międzynarodowej. Manipulacja przy pomocy pośredniego opiniotwórczego nakazu jakim są media. Rosja nigdy nie prowadziła w dziejach historii agresywnej polityki względem innych państw bez wcześniejszej inicjacji przez inne państwo i to raczej w ramach korzystnej samoobrony. Amerykanie wiedzą, że Rosja posiada wiele zasobów ropnych podobnie jak i wiedzą, że ciężko podbić Rosję bo Rosjanie się nie pierdolą w tańcu.
Zimna wojna nadal trwa.
Dlaczego w telewizji jest tyle filmów akcji, morderstwa, zamachy, bomby, szpiedzy, krew, przestępstwa? Dlaczego oglądamy horrory dla rozrywki a film który w swoich klatkach miał za mało efektów specjalnych i z przewidywalnym happy endem już nas nie bawi? Dlaczego w wiadomościach telewizyjnych po 18:00 słychać tylko o tym jak jest źle, o bezrobociu, kryzysie, zamachach terrorystycznych, kataklizmach mimo iż mogłyby zostać wyświetlone bardziej pozytywne informacje? Moim zdaniem jesteśmy celowo przyzwyczajani do zła, agresji, kryzysu, warunków bytu zbliżonych do tych po kataklizmach abyśmy mogli to zaakceptować.
Według kalendarza majów 21.12.2012 nastąpi koniec świata. Nasz kalendarz prowadzimy od narodzin człowieka zwanego Chrystusem a przecież Majowie swój kalendarz opracowali dużo wcześniej przed jego narodzinami a więc nie trudno się domyślić iż ten dzień kierując się logiką i kalendarzem Majów już dawno miał miejsce.
Kryzys jest sztucznym wytworem najbardziej wpływowych ludzi świata. Wszystko rozbuja się o ropę? Wszystkie maszyny produkcyjne, komunikacja, transport morski, lotniczy i lądowy wszystko staje w miejscu i następuje kompletna rozpierducha systemu. Amerykanie od 12 lat zalewają ropą za cenę ludzkiego życia stare kopalnie złota z czasów wojny secesyjnej i jeśli dziś na świecie skończyła by się ropa to USA ma jeszcze zapas na kolejne 50 lat i oficjalnie stała by się Bogiem Świata i jedyną sprawnie działającą gospodarką przez półwieku w którym inne państwa zdołają opracować inną technologię przekładającą się na energię którą zresztą już opatentowali amerykańscy naukowcy a więc w grę wchodzi tylko wykup licencji a więc znowu kasa, kasa i jeszcze raz kasa.
Zamiast atakować bezwzględną Rosję lepiej napaść na zacofanych Arabów którzy również mają wiele ropy gdyż szanują ziemie a biorąc pod uwagę iż zostali niewinnie wplątani w zamach terrorystyczny na WTC a Terrorysta nr. 1 pewnie nadal żyje i pije razem z Bushem 18 letnią whiskey z czaszki Chrystusa to zapewne taki kierunek będzie zdecydowanie łatwiejszy niż walka z Rosjanami.
Jeśli 21.12.2012 ludzie podświadomie będą czekać na koniec świata to znaczy, że jest to idealny moment do globalnego konfliktu zbrojnego ponieważ motłoch nie będzie miał 100% pretensji do świata bo przecież tak miało być tak napisano w Biblii, kalendarzu Majów i nawet była wzmianka w Koranie o Świętej Wojnie.
Wojny były, są i będą i w pewnym sensie to rozumiem. Wyobraź sobie, że trwa III Wojna Światowa a ty jesteś teraz przez małe ‘t’ bowiem wojna to:
- brak osobowości i personalizacji
- brak bezrobocia
- brak emerytów i rencistów
- brak inwalidów, upośledzonych i chorych jednostek nie zdolnych do pracy
- brak skromności i tchórzostwa
- brak idei feministycznej
- brak zazdrości
- brak chciwości
- brak nudy i rozrywki
Wszystko czego powyżej brak umiera jako najsłabsze ogniwo lub zostaje odepchnięte na ostatni plan bowiem teraz liczy się:
- integracja społeczna
- budowa szkół i szpitali
- reforma ustroju politycznego
- otwarcie wszystkich rynków pracy
- import i produkcja wszystkich dóbr świata
- odbudowa domów
- zawieranie małżeństw
- wsparcie duchowe (reinkarnacja Kościoła Katolickiego)
- rozmnażanie się czyli budowanie nowego świata
„Wielu skromnych chłopców chodzi po chodnikach tego świata a to znaczy, że prawdziwi mężczyźni już dawno leżą w ziemi – nazwijmy ich chociaż bohaterami”
Od dłuższego czasu zastanawiam się nad czymś co zapewne trapiło wielu przede mną – po co żyjemy na tym świecie?
Ziemia od początku jak tylko zaczęła się kręcić wznieciła na swojej powierzchni procesy anaboliczne i kataboliczne czyli proces budowy i rozpadu. Niema życia bez śmierci, niema wiosny bez jesieni, niema młodości bez starości. Wszystko umiera a nasze geny ewoluują w organizmach naszych potomków którzy będą żyli w innym świecie. Papuga nie bez powodu jest kolorowa choć pierwsza papuga pewnie wyglądała jak gołąb, ryby głębinowe jak na przykład Melanocetus johnsonii poprzez specjalne komórki potrafią sobie rozświetlać otoczenie, węgorz produkuje energię elektryczną od tysięcy lat a nie zna się na kolektorach słonecznych, elektrowniach wiatrowych, dynamie od roweru czy agregatach na benzynę. Jeśli jesteś wegetarianinem to wytłumacz mi proszę po co Ci kły?
Człowiek jest już w pełni przystosowany do życia na tym świecie – wystarczą dwie ręce do zabijania, dwie nogi do poruszania się para oczu, uszu i zęby do przeżuwania różnego pokarmu a więc jak możemy jeszcze ewoluować? Oczywiście intelektualnie.
Weźmy sobie na tapetę język i telepatię - człowiek poprzez progres cywilizacyjny cały czas rozwija zdolności umysłowe tworząc nowe bezdźwięczne znaki. Dla przykładu mogę przytoczyć sytuację drogową gdy prowadzimy samochód i ktoś nam w zależności od sytuacji mrugnie raz światłami. Ten świetlny znak możemy rozumieć na kilka sposobów w zależności tak jak napisałem wyżej od sytuacji a mianowicie może to oznaczać, że ktoś nam pomaga włączyć się do ruchu czyli nas „wpuszcza” albo przypomina o zapaleniu świateł mijania albo ostrzega przed policją lub wita się z nami jako znajomy. Innym przykładem może być kiwanie głową na TAK lub na NIE, przewracanie gałkami ocznymi i wiele innych o których nie chce mi się już pisać.
Moja odpowiedź na pytanie po co żyjemy brzmi – dla ewolucji a wojna jest jej częścią.
A teraz idę gotować obiad.
wtorek, 2 października 2012
Przepraszam
prowadzę skomplikowane życie... trudno mi we wszystkim i
wiem, że mam za miękkie serce. Mimo kurewskiego charakteru czekam na dzień w
którym z portfelem doświadczeń będę miał więcej argumentów w kontrze na sygnały
które odbieram w swoim kierunku i pozaszywam nicią chirurgiczną całą pierdoloną
niewyrozumiałość tego plastikowego świata... świata zapłodnionego kineskopem,
syndromem Pinnokio, blaskiem kruchych słów i zapachem z Haremu.
Przepraszam jeśli kiedyś nie zjawiłem się na czas, przepraszam jeśli odwołuje spotkanie, przepraszam jeśli milczę i nie chce tłumaczyć… przepraszam jeśli uraziłem Twoje naprawdę złote intencje i nie dałem znaku życia, przepraszam jeśli jestem nie stabilny, przepraszam jeśli wszystkiego można się po mnie spodziewać, przepraszam, że zawsze mówię prawdę najszczerszą i wstydzę się okazać słabość której tak naprawdę się boję bo w gruncie rzeczy jestem słaby…przepraszam jeśli nie oddzwaniam albo odpisuje w trzech znakach, przepraszam, że jestem okrutny i mściwy a już na pewno pamiętliwy…przepraszam, że się w tobie mogę zakochać i przepraszam też was których mógłbym poświęcić… przepraszam, że nie mam dla ciebie szacunku bo nie inwestujesz siebie tylko swój osąd…przepraszam, że potrafię słuchać i rozszyfruję niespodziankę, przepraszam, że widzę tego czego nie widać i modlę się do laptopa…przepraszam, że ci pomogłem znaleźć pracę, nabrać doświadczenia że jesteś niewdzięczną osobą z płytkim krawężnikiem…przepraszam, gdy jestem opryskliwy, wulgarny, bezczelny, agresywnie naładowany słowem bez dialogu i widzę wasze przytakujące, wkurwione głowy… przepraszam, że litr ropy kosztuje 1,47€ i przepraszam, też za to iż tylko idiota mógł wziąć kredyt we Frankach… przepraszam, że za darmo mam w życiu tylko swoją zaradność i za to iż w kinie nie nauczą cię emocji… przepraszam, że jako rówieśnik zrozumiesz to za parę lat, że czas niema znaczenia a sex jest tylko ochotą. Przepraszam, że wiem o co ci chodzi i tak naprawdę nie musimy rozmawiać tylko być sobą w tej chwili bez pierdolonych świeczek i kwiatów którym podcięto szuję, przepraszam za odwagę i nieobliczalność, przepraszam za elokwencję, sarkazm, charyzmę a także inne cechy których jestem nieskromnie świadomy. Przepraszam, że nie jestem masowy, mam swoje poglądy a na nie argumenty. Przepraszam, że nie jestem wysokim, atletycznym Hiszpanem czy inną wykreowaną przez media kukłą…przepraszam, że palę mosty bo mam dosyć gdy ktoś do celu brnie moimi ścieżkami…przepraszam, że nie masz pomysłów i mógł bym z ciebie zrobić mydło gdybyś nie była tak szczupła chłopcze…przepraszam, że nie potrafisz gotować, nie znasz się na mężczyznach i masz tatuaż na lędźwiach przepraszam też was sportowcy za oryginalnego tribala na łydce i przepraszam Was mężczyźni, że jesteście pizdami Was pizdy, że jesteście fiutami. Przepraszam siebie za to iż rozmawiam ze sobą, że klęczę na słowach jak piłat na grochu i jestem katem dla lustrzanego odbicia moich trzeźwo myślących dni.
We wszystkim lub w części tego co napisałem mogę nie mieć racji – przepraszam.
Przepraszam jeśli kiedyś nie zjawiłem się na czas, przepraszam jeśli odwołuje spotkanie, przepraszam jeśli milczę i nie chce tłumaczyć… przepraszam jeśli uraziłem Twoje naprawdę złote intencje i nie dałem znaku życia, przepraszam jeśli jestem nie stabilny, przepraszam jeśli wszystkiego można się po mnie spodziewać, przepraszam, że zawsze mówię prawdę najszczerszą i wstydzę się okazać słabość której tak naprawdę się boję bo w gruncie rzeczy jestem słaby…przepraszam jeśli nie oddzwaniam albo odpisuje w trzech znakach, przepraszam, że jestem okrutny i mściwy a już na pewno pamiętliwy…przepraszam, że się w tobie mogę zakochać i przepraszam też was których mógłbym poświęcić… przepraszam, że nie mam dla ciebie szacunku bo nie inwestujesz siebie tylko swój osąd…przepraszam, że potrafię słuchać i rozszyfruję niespodziankę, przepraszam, że widzę tego czego nie widać i modlę się do laptopa…przepraszam, że ci pomogłem znaleźć pracę, nabrać doświadczenia że jesteś niewdzięczną osobą z płytkim krawężnikiem…przepraszam, gdy jestem opryskliwy, wulgarny, bezczelny, agresywnie naładowany słowem bez dialogu i widzę wasze przytakujące, wkurwione głowy… przepraszam, że litr ropy kosztuje 1,47€ i przepraszam, też za to iż tylko idiota mógł wziąć kredyt we Frankach… przepraszam, że za darmo mam w życiu tylko swoją zaradność i za to iż w kinie nie nauczą cię emocji… przepraszam, że jako rówieśnik zrozumiesz to za parę lat, że czas niema znaczenia a sex jest tylko ochotą. Przepraszam, że wiem o co ci chodzi i tak naprawdę nie musimy rozmawiać tylko być sobą w tej chwili bez pierdolonych świeczek i kwiatów którym podcięto szuję, przepraszam za odwagę i nieobliczalność, przepraszam za elokwencję, sarkazm, charyzmę a także inne cechy których jestem nieskromnie świadomy. Przepraszam, że nie jestem masowy, mam swoje poglądy a na nie argumenty. Przepraszam, że nie jestem wysokim, atletycznym Hiszpanem czy inną wykreowaną przez media kukłą…przepraszam, że palę mosty bo mam dosyć gdy ktoś do celu brnie moimi ścieżkami…przepraszam, że nie masz pomysłów i mógł bym z ciebie zrobić mydło gdybyś nie była tak szczupła chłopcze…przepraszam, że nie potrafisz gotować, nie znasz się na mężczyznach i masz tatuaż na lędźwiach przepraszam też was sportowcy za oryginalnego tribala na łydce i przepraszam Was mężczyźni, że jesteście pizdami Was pizdy, że jesteście fiutami. Przepraszam siebie za to iż rozmawiam ze sobą, że klęczę na słowach jak piłat na grochu i jestem katem dla lustrzanego odbicia moich trzeźwo myślących dni.
We wszystkim lub w części tego co napisałem mogę nie mieć racji – przepraszam.
niedziela, 30 września 2012
Szczerość
Wczoraj wypiłem 0,7 whiskey z laptopem i przyznam iż
końcówki nie pamiętam…
Dziś obudziłem się o 9:03 z totalnym brakiem bólu głowy zjadłem jajecznice i otworzyłem piwo…
Zawsze „na kacu” którego nie mam jestem bardzo delikatnie nastawiony do świata, nie złoszczę się na nic, nie mam pretensji, szorstkiego nastroju i milczę jak nigdy. W te dni czuje wszystko inaczej dotyk biurka, poduszki, szklanki i woda pod prysznicem są inne… szklanka jest twarda, śliska i krucha, biurko jest sprasowaną krwią drzew niczym plugawe mięso mielone, poduszka jest jak pierś matki dla kilku miesięcznego niemowlęcia, woda pod prysznicem czasami miękka czasami twarda ale zawsze dezynfekuje moje ciało z brudu o którym myślę.
Alkohol podnosi ciśnienie krwi w organizmie i „na kacu” cały czas chodzę ze wzwodem a biorąc pod uwagę iż piję jak za komuny to praktycznie jestem cały czas aktywnie nastawiony do reprodukcji.
Musiałem się z masturbować bo już mnie wkurwiał ten odstający dyszel podczas stania przy zlewie z wypiętą dupąąą… w te dni z penisem niczym hamulec od karuzeli sikam oddalony od muszli klozetowej o jakieś 105 cm bo parabola jest dość pokaźna prawie jak kula która wylatuje z pistoletu lecąc łukiem… „na kacu” jestem miły, cichy, lubię się przytulać, prawić komplementy i wyznawać uczucia… przez ostatnie 4 lata przepiłem spokojnie kilkuletnie Audi A4 i przespałem wszystkie wolne soboty lata. Słońce widuje w internecie…
dziś na oknem wczesno jesienna pogoda, zimne rześkie powietrze, złoto-seledynowe drzewa, turkusowe niebo zapłodnione niskim słońcem pocięte przez samoloty na linii Frankfurt-Kolonia. Siedzę w mieszkaniu przed komputerem i spoglądam przez okno… chciałbym mieć powód aby na zewnątrz wyjść z kimś…
Tęsknie. Dziewięć lat temu zabrałem Go gby był szczeniakiem ze schroniska w Poznaniu. Kundel w biało czarne łatki. Dałem mu na imię Czarek… nie Max, bobik, pikuś czy kurwa Reksio tylko Cezary. Jest bardziej ludzki od ludzi, bardziej naturalny od Kobiet dlatego stwierdziłem iż dostanie ludzkie imię i takie też ma wbite w swoim paszporcie.
Czarek jest chory na padaczkę. Tak, psy też chorują na to co ludzie. Dwa, trzy razy w miesiącu ma atak który zawsze łapie go podczas snu w nocy, zaczyna go trzepać, piana leci mu z ust, często krew z pyska gdy przygryzie sobie język, zawsze puszcza mocz. Atak trwa ok 3-5 min i czasami zastanawiam się czy jeszcze oddycha gdyż otwartymi ślepiami leży sztywny jak drut zbrojeniowy. Gdy dochodzi do siebie jest bardzo wyczerpany i zdezorientowany, nikogo nie poznaje, chwieje się na łapach, chodzi i obwąchuje całe mieszkanie, jest zawsze spragniony wody i jedzenia mimo iż jadł chwile przed przed snem/atakiem.
Gdy miałem 19 lat czyli w 2005 roku zimą poszedłem z Czarkiem na spacer nad Wartę. Czarek lubi biegać a właściwie skakać w wysokiej trawie lub śniegu. Na Warcie była kra szeroka na jakieś 1,5 metra od linii brzegu. Wszedł na nią i wpadł do wody, nigdy nie miał kontaktu z wodą szczególnie przy temperaturze -20. Nie mógł się wygrzebać bo kra załamywała się pod wpływem jego panicznie haczących łap. Był za daleko od brzegu abym mógł go sięgnąć. Po 2 minutach widziałem jak słabnie i zaczyna tonąć, nie było nad Wartą w tej chwili nikogo kto mógłby mi pomóc, rozglądałem się ale zupełnie ani jednej żywej duszy.
Gdy zanurzał się z wyczerpania i wyziębienia pod wodę na 2-3 sekundy w moim organizmie zapadł wyrok oparty na instynktach. Wszedłem na kruchy lód który załamał się pod ciężarem mojego ciała, woda byłą rzadkim lodem ale nie czułem chłodu, ubranie zamarzło na mnie w kilka chwil ale nie czułem skrępowanych ruchów, była tylko jedna myśl w głowie – Czarek. Gdy szok termiczny odłączył mnie na chwile od świata czułem się bardzo pierwotnie gdyż nie myślałem, miałem tylko jeden cel. Złapałem go za obroże lecz gdy machał łapami wyciągał mnie coraz bardziej na środek rzeki. Spanikowany użyłem siły chwyciłem Go skostniałymi dłońmi za skórę na karku i resztkami sił wyrzuciłem go z wody na brzeg zanurzając się tym samy kompletnie pod wodę przeplataną lodem. Wygramoliłem się na brzeg i w zamarzniętych ubraniach doszedłem do mieszkania do którego na szczęcie nie miałem daleko. Czarek był bardzo szczęśliwy i zadowolony, skakał i merdał ogonem tak jakby wiedział co się stało i chciał mi podziękować. Leżałem 7 dni w łóżku. Po czasie dowiedziałem się iż z mostu jakaś starsza Kobieta widziała jak wpadłem do wody i zadzwoniła na policę. Jak się potem okazało nad Wartą trwała kilkunasto godzinna akcja ratunkowa chłopca który zatonął w rzece ratując psa, straże pożarne, karetki policja, śmigłowiec z kamerą termowizyjną, płetwonurkowie… radio, prasa, telewizja. Jakiś cudem doszli do tego, że to ja i nic mi się nie stało ale musiał się zgłosić na komisariat i wszystko wyjaśnić.
Zostałem odznaczonym psim bohaterem, w szkole byłem przez tydzień zwolniony z wszelkiego rodzaju kartkówek, prac domowych itp.
Dziś obudziłem się o 9:03 z totalnym brakiem bólu głowy zjadłem jajecznice i otworzyłem piwo…
Zawsze „na kacu” którego nie mam jestem bardzo delikatnie nastawiony do świata, nie złoszczę się na nic, nie mam pretensji, szorstkiego nastroju i milczę jak nigdy. W te dni czuje wszystko inaczej dotyk biurka, poduszki, szklanki i woda pod prysznicem są inne… szklanka jest twarda, śliska i krucha, biurko jest sprasowaną krwią drzew niczym plugawe mięso mielone, poduszka jest jak pierś matki dla kilku miesięcznego niemowlęcia, woda pod prysznicem czasami miękka czasami twarda ale zawsze dezynfekuje moje ciało z brudu o którym myślę.
Alkohol podnosi ciśnienie krwi w organizmie i „na kacu” cały czas chodzę ze wzwodem a biorąc pod uwagę iż piję jak za komuny to praktycznie jestem cały czas aktywnie nastawiony do reprodukcji.
Musiałem się z masturbować bo już mnie wkurwiał ten odstający dyszel podczas stania przy zlewie z wypiętą dupąąą… w te dni z penisem niczym hamulec od karuzeli sikam oddalony od muszli klozetowej o jakieś 105 cm bo parabola jest dość pokaźna prawie jak kula która wylatuje z pistoletu lecąc łukiem… „na kacu” jestem miły, cichy, lubię się przytulać, prawić komplementy i wyznawać uczucia… przez ostatnie 4 lata przepiłem spokojnie kilkuletnie Audi A4 i przespałem wszystkie wolne soboty lata. Słońce widuje w internecie…
dziś na oknem wczesno jesienna pogoda, zimne rześkie powietrze, złoto-seledynowe drzewa, turkusowe niebo zapłodnione niskim słońcem pocięte przez samoloty na linii Frankfurt-Kolonia. Siedzę w mieszkaniu przed komputerem i spoglądam przez okno… chciałbym mieć powód aby na zewnątrz wyjść z kimś…
Tęsknie. Dziewięć lat temu zabrałem Go gby był szczeniakiem ze schroniska w Poznaniu. Kundel w biało czarne łatki. Dałem mu na imię Czarek… nie Max, bobik, pikuś czy kurwa Reksio tylko Cezary. Jest bardziej ludzki od ludzi, bardziej naturalny od Kobiet dlatego stwierdziłem iż dostanie ludzkie imię i takie też ma wbite w swoim paszporcie.
Czarek jest chory na padaczkę. Tak, psy też chorują na to co ludzie. Dwa, trzy razy w miesiącu ma atak który zawsze łapie go podczas snu w nocy, zaczyna go trzepać, piana leci mu z ust, często krew z pyska gdy przygryzie sobie język, zawsze puszcza mocz. Atak trwa ok 3-5 min i czasami zastanawiam się czy jeszcze oddycha gdyż otwartymi ślepiami leży sztywny jak drut zbrojeniowy. Gdy dochodzi do siebie jest bardzo wyczerpany i zdezorientowany, nikogo nie poznaje, chwieje się na łapach, chodzi i obwąchuje całe mieszkanie, jest zawsze spragniony wody i jedzenia mimo iż jadł chwile przed przed snem/atakiem.
Gdy miałem 19 lat czyli w 2005 roku zimą poszedłem z Czarkiem na spacer nad Wartę. Czarek lubi biegać a właściwie skakać w wysokiej trawie lub śniegu. Na Warcie była kra szeroka na jakieś 1,5 metra od linii brzegu. Wszedł na nią i wpadł do wody, nigdy nie miał kontaktu z wodą szczególnie przy temperaturze -20. Nie mógł się wygrzebać bo kra załamywała się pod wpływem jego panicznie haczących łap. Był za daleko od brzegu abym mógł go sięgnąć. Po 2 minutach widziałem jak słabnie i zaczyna tonąć, nie było nad Wartą w tej chwili nikogo kto mógłby mi pomóc, rozglądałem się ale zupełnie ani jednej żywej duszy.
Gdy zanurzał się z wyczerpania i wyziębienia pod wodę na 2-3 sekundy w moim organizmie zapadł wyrok oparty na instynktach. Wszedłem na kruchy lód który załamał się pod ciężarem mojego ciała, woda byłą rzadkim lodem ale nie czułem chłodu, ubranie zamarzło na mnie w kilka chwil ale nie czułem skrępowanych ruchów, była tylko jedna myśl w głowie – Czarek. Gdy szok termiczny odłączył mnie na chwile od świata czułem się bardzo pierwotnie gdyż nie myślałem, miałem tylko jeden cel. Złapałem go za obroże lecz gdy machał łapami wyciągał mnie coraz bardziej na środek rzeki. Spanikowany użyłem siły chwyciłem Go skostniałymi dłońmi za skórę na karku i resztkami sił wyrzuciłem go z wody na brzeg zanurzając się tym samy kompletnie pod wodę przeplataną lodem. Wygramoliłem się na brzeg i w zamarzniętych ubraniach doszedłem do mieszkania do którego na szczęcie nie miałem daleko. Czarek był bardzo szczęśliwy i zadowolony, skakał i merdał ogonem tak jakby wiedział co się stało i chciał mi podziękować. Leżałem 7 dni w łóżku. Po czasie dowiedziałem się iż z mostu jakaś starsza Kobieta widziała jak wpadłem do wody i zadzwoniła na policę. Jak się potem okazało nad Wartą trwała kilkunasto godzinna akcja ratunkowa chłopca który zatonął w rzece ratując psa, straże pożarne, karetki policja, śmigłowiec z kamerą termowizyjną, płetwonurkowie… radio, prasa, telewizja. Jakiś cudem doszli do tego, że to ja i nic mi się nie stało ale musiał się zgłosić na komisariat i wszystko wyjaśnić.
Zostałem odznaczonym psim bohaterem, w szkole byłem przez tydzień zwolniony z wszelkiego rodzaju kartkówek, prac domowych itp.
Najważniejsze, że Czarek przeżył.
Dziś jestem w Niemczech a Czarek w Poznaniu. Tęsknie za nim i postanowiłem iż w przyszłą sobotę jadę do Poznania i wracam do Niemiec w niedzielę. Jadę po niego, zabieram go do siebie.
Dwa tysiące kilometrów, łącznie 20 godzin jazdy, dwa i pół paku paliwa a powodem jest mój pies.
Kocham Go bardziej niż swoją rodzinę. Czarek kiedyś gdy zdechnie będzie jedynym powodem który wyciśnie zemnie łzy i nawet ich nie zobaczy.
Następną turkusową niedzielę, zimne powietrze i niskie słońce będę oglądał z Czarkiem podczas spacerów.
Jak wygląda Czarek? Jest uwieczniony na jednym z moich filmików na Vimeo pt. Dzień 1.
Subskrybuj:
Posty (Atom)