niedziela, 21 października 2012

Detal



Z każdą dekadą świat zmienia się w dość diametralny sposób tak szybko, że nie nadążamy cieszyć się chwilą. Są ludzie którzy mają plan na całe swoje życie i starają się dążyć do celu przez wszystkie cenne lata swojego żywota, szkolą się, zakładają rodziny, budują dom i umierają. Jak to jest wiedzieć czego się chce? Ja będąc gimnazjalistą nie wiedziałem do jakiego liceum chce iść, nie wiedziałem jaki profil wybrać, nie wiedziałem co chce w życiu robić zawodowo, nie wiedziałem jakie studia wybrać. Jestem fuksem, decyzją podjętą w ostatniej chwili bo nie kieruje się na swojej drodze życia przyzwoitością i rozsądkiem lecz spontaniczną logiką zsynchronizowaną z czasem. Tak sobie myślę, że właściwie moje życie jest bardzo romantyczne i szalone zupełnie jak miłość – czasami ciężkie czasami ekscytujące. Osobiście bardzo ukrywam swoją romantyczność bo jest dość nie na czasie i nie chodzi o to, że się wstydzę bo jestem bardzo bezwstydny lecz dlatego iż jest to już cecha niechciana. Ostatnio polubiłem mieć rzeczy których niema nikt, moje, prywatne, inne imię, inny styl, inny wygląd, inny pogląd…szukam siebie nadal nie wiem czego chce. W dzisiejszym świecie mamy dostęp do wszystkiego i cieszy to masy lecz dla mnie osobiście liczy się retro,indywidualizm, nisza, cień. Gdyby mnie było stać na Audi RS6 to muszę powiedzieć iż z czystym charakterem kupił bym 30 letniego Opla Mante i przeprowadził w nim gruntowny remont bez dodatków elektroniki i zbędnych gadżetów.
Podobają mi się stare czarnobiałe filmy w których wyłapuje mutacje językowe jakie mamy obecnie, sposób poruszania się aktorów, mimika, muzyka, aranżacja, wyobraźnia, cel, psychologia odbiorców, moda… szkoda, że nie można poczuć zapachu np. lat 60’.
Dziś na filmach, w reklamach, na ulicach, w gazetach, na wystawach wszędzie jest dużo pięknych Kobiet ale żadna mi się nie podoba. Brakuje mi we współczesnych Kobietach detalu, smaku, wdzięku, naturalności. Za każdym razem obserwuję dokładnie, słucham uważnie i staram się znaleźć jakiś szczegół który zrobi na mnie wrażenie. Miałem już wiele Kobiet ale nie mogę powiedzieć iż byłem zafascynowany którąkolwiek do takiego stopnia abym mógł ją uwodzić każdego dnia.
Zdałem sobie sprawę iż w moim życiu zamiast drogocennych dóbr materialnych taka naprawdę najcenniejszy jest bezcenny detal. Cena bez ceny. To detal widoczny tylko dla dwóch osób będzie ich całym światem.
Dziś obejrzałem film z lat 60tych pt. „Godzina pąsowej róży” i muszę powiedzieć, że bardzo mnie zachwycił. Film który ma prawie pół wieku opowiada historię dziewczyny która cofnęła się w czasie do innej „pięknej” epoki. Można usłyszeć język jakim posługiwali się ludzie,  cenne przedmioty, wartość muzyki, wystawność teatralną, zamożność i przeciętność sposób obcowania z ludźmi względem osi czasu z połowy XX wieku i lat 80’ XIX wieku.
Muszę powiedzieć iż bardzo zachwycił mnie makijaż bohaterki dość charakterystyczny jak na tamte lata – jak dla mnie idealny. Jeśli dziś zobaczę Kobietę z takim makijażem zakocham się od razu.
Czarnobiały obraz w połączeniu z wyobraźnią daje naprawdę bardzo nasycone kolory możecie mi wierzyć na słowo.

Świat się zmienia szukamy za daleko, nie patrzymy pod nogi, nie zwracamy uwagi na to co jest najbliżej nas. Czasami aby iść do przodu trzeba się zatrzymać a nawet cofnąć ponieważ jedynym ponad czasowym zjawiskiem tego świata jest coś bardzo abstrakcyjnego i pożądanego – miłość.

niedziela, 14 października 2012

EVOLUTION



Pewnie mało kto zastanawiał się dlaczego w telewizji w latach 80’ i 90’ było tyle Amerykańskich filmów związanych ze wschodnimi sztukami walk w których źli byli zawsze Azjaci typu Tong Po. Zawsze występowali nieśmiertelni bohaterowie typu Sylwek Stallone jako Rambo albo Rocki, Arni Schwarzenegger jako chociażby Terminator (germ. Schwarz – Czarny, Negger – murzyn, Schwarzenegger – czarny murzyn).
Otóż po przegranej przez Amerykanów wojnie w Wietnamie należało zatuszować sprawę aby morale społeczne nie podupadły dlatego poprzez rozrywkowe filmy wbijano motłochowi na całym świecie, że amerykańscy żołnierze to nieśmiertelni bohaterowie którzy zawsze mimo iż dostają wpierdol przez 11 rund to w ostatniej wygrywają a źli zawsze byli nasi (niewinni) wrogowie.
Dziś w kinie Amerykańskim możemy zaobserwować zjawisko które nazywam efektem Jelcyna a mianowicie prawie zawsze pojawia się jakiś element związany z Rosją, rosyjska mafia, rosyjski szpieg, rosyjska kochanka, rosyjski naukowiec etc. W kilku początkowych scenach bohaterowie którzy grają Rosjan są negatywnymi postaciami jednak z biegiem fabuły okazuje się iż jednak Rosjanin to przyjaciel. Ten zabieg jest ewidentnym ruchem społecznym który ma ocieplić relacje Rosyjsko-Amerykańskie w świadomości ludności oraz na politycznej arenie międzynarodowej. Manipulacja przy pomocy pośredniego opiniotwórczego nakazu jakim są media. Rosja nigdy nie prowadziła w dziejach historii agresywnej polityki względem innych państw bez wcześniejszej inicjacji przez inne państwo i to raczej w ramach korzystnej samoobrony. Amerykanie wiedzą, że Rosja posiada wiele zasobów ropnych podobnie jak i wiedzą, że ciężko podbić Rosję bo Rosjanie się nie pierdolą w tańcu.

Zimna wojna nadal trwa.
Dlaczego w telewizji jest tyle filmów akcji, morderstwa, zamachy, bomby, szpiedzy, krew, przestępstwa? Dlaczego oglądamy horrory dla rozrywki a film który w swoich klatkach miał za mało efektów specjalnych i z przewidywalnym happy endem już nas nie bawi? Dlaczego w wiadomościach telewizyjnych po 18:00 słychać tylko o tym jak jest źle, o bezrobociu, kryzysie, zamachach terrorystycznych, kataklizmach mimo iż mogłyby zostać wyświetlone bardziej pozytywne informacje? Moim zdaniem jesteśmy celowo przyzwyczajani do zła, agresji, kryzysu, warunków bytu zbliżonych do tych po kataklizmach abyśmy mogli to zaakceptować.
Według kalendarza majów 21.12.2012 nastąpi koniec świata. Nasz kalendarz prowadzimy od narodzin człowieka zwanego Chrystusem a przecież Majowie swój kalendarz opracowali dużo wcześniej przed jego narodzinami a więc nie trudno się domyślić iż ten dzień kierując się logiką i kalendarzem Majów już dawno miał miejsce.
Kryzys jest sztucznym wytworem najbardziej wpływowych ludzi świata. Wszystko rozbuja się o ropę? Wszystkie maszyny produkcyjne, komunikacja, transport morski, lotniczy i lądowy wszystko staje w miejscu i następuje kompletna rozpierducha systemu. Amerykanie od 12 lat zalewają ropą za cenę ludzkiego życia stare kopalnie złota z czasów wojny secesyjnej i jeśli dziś na świecie skończyła by się ropa to USA ma jeszcze zapas na kolejne 50 lat i oficjalnie stała by się Bogiem Świata i jedyną sprawnie działającą gospodarką przez półwieku w którym inne państwa zdołają opracować inną technologię przekładającą się na energię którą zresztą już opatentowali amerykańscy naukowcy a więc w grę wchodzi tylko wykup licencji a więc znowu kasa, kasa i jeszcze raz kasa.
Zamiast atakować bezwzględną Rosję lepiej napaść na zacofanych Arabów którzy również mają wiele ropy gdyż szanują ziemie a biorąc pod uwagę iż zostali niewinnie wplątani w zamach terrorystyczny na WTC a Terrorysta nr. 1 pewnie nadal żyje i pije razem z Bushem 18 letnią whiskey z czaszki Chrystusa to zapewne taki kierunek będzie zdecydowanie łatwiejszy niż walka z Rosjanami.


Jeśli 21.12.2012 ludzie podświadomie będą czekać na koniec świata to znaczy, że jest to idealny moment do globalnego konfliktu zbrojnego ponieważ motłoch nie będzie miał 100% pretensji do świata bo przecież tak miało być tak napisano w Biblii, kalendarzu Majów i nawet była wzmianka w Koranie o Świętej Wojnie.

Wojny były, są i będą i w pewnym sensie to rozumiem. Wyobraź sobie, że trwa III Wojna Światowa a ty jesteś teraz przez małe ‘t’ bowiem wojna to:
- brak osobowości i personalizacji
- brak bezrobocia
- brak emerytów i rencistów
- brak inwalidów, upośledzonych i chorych jednostek nie zdolnych do pracy
- brak skromności i tchórzostwa
- brak idei feministycznej
- brak zazdrości
- brak chciwości
- brak nudy i rozrywki

Wszystko czego powyżej brak umiera jako najsłabsze ogniwo lub zostaje odepchnięte na ostatni plan bowiem teraz liczy się:

- integracja społeczna
- budowa szkół i szpitali
- reforma ustroju politycznego
- otwarcie wszystkich rynków pracy
- import i produkcja wszystkich dóbr świata
- odbudowa domów
- zawieranie małżeństw
- wsparcie duchowe (reinkarnacja Kościoła Katolickiego)
- rozmnażanie się czyli budowanie nowego świata

„Wielu skromnych chłopców chodzi po chodnikach tego świata a to znaczy, że prawdziwi mężczyźni już dawno leżą w ziemi – nazwijmy ich chociaż bohaterami”

Od dłuższego czasu zastanawiam się nad czymś co zapewne trapiło wielu przede mną – po co żyjemy na tym świecie?

Ziemia od początku jak tylko zaczęła się kręcić wznieciła na swojej powierzchni procesy anaboliczne i kataboliczne czyli proces budowy i rozpadu. Niema życia bez śmierci, niema wiosny bez jesieni, niema młodości bez starości. Wszystko umiera a nasze geny ewoluują w organizmach naszych potomków którzy będą żyli w innym świecie. Papuga nie bez powodu jest kolorowa choć pierwsza papuga pewnie wyglądała jak gołąb, ryby głębinowe jak na przykład Melanocetus johnsonii poprzez specjalne komórki potrafią sobie rozświetlać otoczenie, węgorz produkuje energię elektryczną od tysięcy lat a nie zna się na kolektorach słonecznych, elektrowniach wiatrowych, dynamie od roweru czy agregatach na benzynę. Jeśli jesteś wegetarianinem to wytłumacz mi proszę po co Ci kły?
Człowiek jest już w pełni przystosowany do życia na tym świecie – wystarczą dwie ręce do zabijania, dwie nogi do poruszania się para oczu, uszu i zęby do przeżuwania różnego pokarmu a więc jak możemy jeszcze ewoluować? Oczywiście intelektualnie.
Weźmy sobie na tapetę język i telepatię - człowiek poprzez progres cywilizacyjny cały czas rozwija zdolności umysłowe tworząc nowe bezdźwięczne znaki. Dla przykładu mogę przytoczyć sytuację drogową gdy prowadzimy samochód i ktoś nam w zależności od sytuacji mrugnie raz światłami. Ten świetlny znak możemy rozumieć na kilka sposobów w zależności tak jak napisałem wyżej od sytuacji a mianowicie może to oznaczać, że ktoś nam pomaga włączyć się do ruchu czyli nas „wpuszcza” albo przypomina o zapaleniu świateł mijania albo ostrzega przed policją lub wita się z nami jako znajomy. Innym przykładem może być kiwanie głową na TAK lub na NIE, przewracanie gałkami ocznymi i wiele innych o których nie chce mi się już pisać.

Moja odpowiedź na pytanie po co żyjemy brzmi – dla ewolucji a wojna jest jej częścią.


A teraz idę gotować obiad.

wtorek, 2 października 2012

Przepraszam


prowadzę skomplikowane życie... trudno mi we wszystkim i wiem, że mam za miękkie serce. Mimo kurewskiego charakteru czekam na dzień w którym z portfelem doświadczeń będę miał więcej argumentów w kontrze na sygnały które odbieram w swoim kierunku i pozaszywam nicią chirurgiczną całą pierdoloną niewyrozumiałość tego plastikowego świata... świata zapłodnionego kineskopem, syndromem Pinnokio, blaskiem kruchych słów i zapachem z Haremu.

Przepraszam jeśli kiedyś nie zjawiłem się na czas, przepraszam jeśli odwołuje spotkanie, przepraszam jeśli milczę i nie chce tłumaczyć… przepraszam jeśli uraziłem Twoje naprawdę złote intencje i nie dałem znaku życia, przepraszam jeśli jestem nie stabilny, przepraszam jeśli wszystkiego można się po mnie spodziewać, przepraszam, że zawsze mówię prawdę najszczerszą i wstydzę się okazać słabość której tak naprawdę się boję bo w gruncie rzeczy jestem słaby…przepraszam jeśli nie oddzwaniam albo odpisuje w trzech znakach, przepraszam, że jestem okrutny i mściwy a już na pewno pamiętliwy…przepraszam, że się w tobie mogę zakochać i przepraszam też was których mógłbym poświęcić… przepraszam, że nie mam dla ciebie szacunku bo nie inwestujesz siebie tylko swój osąd…przepraszam, że potrafię słuchać i rozszyfruję niespodziankę, przepraszam, że widzę tego czego nie widać i modlę się do laptopa…przepraszam, że ci pomogłem znaleźć pracę, nabrać doświadczenia że jesteś niewdzięczną osobą z płytkim krawężnikiem…przepraszam, gdy jestem opryskliwy, wulgarny, bezczelny, agresywnie naładowany słowem bez dialogu i widzę wasze przytakujące, wkurwione głowy… przepraszam, że litr ropy kosztuje 1,47  i przepraszam, też za to iż tylko idiota mógł wziąć kredyt we Frankach… przepraszam, że za darmo mam w życiu tylko swoją zaradność i za to iż w kinie nie nauczą cię emocji… przepraszam, że jako rówieśnik zrozumiesz to za parę lat, że czas niema znaczenia a sex jest tylko ochotą. Przepraszam, że wiem o co ci chodzi i tak naprawdę nie musimy rozmawiać tylko być sobą w tej chwili bez pierdolonych świeczek i kwiatów którym podcięto szuję, przepraszam za odwagę i nieobliczalność, przepraszam za elokwencję, sarkazm, charyzmę a także inne cechy których jestem nieskromnie świadomy. Przepraszam, że nie jestem masowy, mam swoje poglądy a na nie argumenty. Przepraszam, że nie jestem wysokim, atletycznym Hiszpanem czy inną wykreowaną przez media kukłą…przepraszam, że palę mosty bo mam dosyć gdy ktoś do celu brnie moimi ścieżkami…przepraszam, że nie masz pomysłów i mógł bym z ciebie zrobić mydło gdybyś nie była tak szczupła chłopcze…przepraszam, że nie potrafisz gotować, nie znasz się na mężczyznach i masz tatuaż na lędźwiach przepraszam też was sportowcy za oryginalnego tribala na łydce i przepraszam Was mężczyźni, że jesteście pizdami Was pizdy, że jesteście fiutami. Przepraszam siebie za to iż rozmawiam ze sobą, że klęczę na słowach jak piłat na grochu i jestem katem dla lustrzanego odbicia moich trzeźwo myślących dni.

We wszystkim lub w części tego co napisałem mogę nie mieć racji – przepraszam.


niedziela, 30 września 2012

Szczerość


Wczoraj wypiłem 0,7 whiskey z laptopem i przyznam iż końcówki nie pamiętam…
Dziś obudziłem się o 9:03 z totalnym brakiem bólu głowy zjadłem jajecznice i otworzyłem piwo…
Zawsze „na kacu” którego nie mam jestem bardzo delikatnie nastawiony do świata, nie złoszczę się na nic, nie mam pretensji, szorstkiego nastroju i milczę jak nigdy. W te dni czuje wszystko inaczej dotyk biurka, poduszki, szklanki i woda pod prysznicem są inne… szklanka jest twarda, śliska i krucha, biurko jest sprasowaną krwią drzew niczym plugawe mięso mielone, poduszka jest jak pierś matki dla kilku miesięcznego niemowlęcia, woda pod prysznicem czasami miękka czasami twarda ale zawsze dezynfekuje moje ciało z brudu o którym myślę.
Alkohol podnosi ciśnienie krwi w organizmie i „na kacu” cały czas chodzę ze wzwodem a biorąc pod uwagę iż piję jak za komuny to praktycznie jestem cały czas aktywnie nastawiony do reprodukcji.
Musiałem się z masturbować bo już mnie wkurwiał ten odstający dyszel podczas stania przy zlewie z wypiętą dupąąą… w te dni z penisem niczym hamulec od karuzeli sikam oddalony od muszli klozetowej o jakieś 105 cm bo parabola jest dość pokaźna prawie jak kula która wylatuje z pistoletu lecąc łukiem… „na kacu” jestem miły, cichy, lubię się przytulać, prawić komplementy i wyznawać uczucia… przez ostatnie 4 lata przepiłem spokojnie kilkuletnie Audi A4 i przespałem wszystkie wolne soboty lata. Słońce widuje w internecie…

dziś na oknem wczesno jesienna pogoda, zimne rześkie powietrze, złoto-seledynowe drzewa, turkusowe niebo zapłodnione niskim słońcem pocięte przez samoloty na linii Frankfurt-Kolonia. Siedzę w mieszkaniu przed komputerem i spoglądam przez okno… chciałbym mieć powód aby na zewnątrz wyjść z kimś…

Tęsknie. Dziewięć lat temu zabrałem Go gby był szczeniakiem ze schroniska w Poznaniu. Kundel w biało czarne łatki. Dałem mu na imię Czarek… nie Max, bobik, pikuś czy kurwa Reksio tylko Cezary. Jest bardziej ludzki od ludzi, bardziej naturalny od Kobiet dlatego stwierdziłem iż dostanie ludzkie imię i takie też ma wbite w swoim paszporcie.
Czarek jest chory na padaczkę. Tak, psy też chorują na to co ludzie. Dwa, trzy razy w miesiącu ma atak który zawsze łapie go podczas snu w nocy, zaczyna go trzepać, piana leci mu z ust, często krew z pyska gdy przygryzie sobie język, zawsze puszcza mocz. Atak trwa ok 3-5 min i czasami zastanawiam się czy jeszcze oddycha gdyż otwartymi ślepiami leży sztywny jak drut zbrojeniowy. Gdy dochodzi do siebie jest bardzo wyczerpany i zdezorientowany, nikogo nie poznaje, chwieje się na łapach, chodzi i obwąchuje całe mieszkanie, jest zawsze spragniony wody i jedzenia mimo iż jadł chwile przed przed snem/atakiem.
Gdy miałem 19 lat czyli w 2005 roku zimą poszedłem z Czarkiem na spacer nad Wartę. Czarek lubi biegać a właściwie skakać w wysokiej trawie lub śniegu. Na Warcie była kra szeroka na jakieś 1,5 metra od linii brzegu. Wszedł na nią i wpadł do wody, nigdy nie miał kontaktu z wodą szczególnie przy temperaturze -20. Nie mógł się wygrzebać bo kra załamywała się pod wpływem jego panicznie haczących łap. Był za daleko od brzegu abym mógł go sięgnąć. Po 2 minutach widziałem jak słabnie i zaczyna tonąć, nie było nad Wartą w tej chwili nikogo kto mógłby mi pomóc, rozglądałem się ale zupełnie ani jednej żywej duszy.
Gdy zanurzał się z wyczerpania i wyziębienia pod wodę na 2-3 sekundy w moim organizmie zapadł wyrok oparty na instynktach. Wszedłem na kruchy lód który załamał się pod ciężarem mojego ciała,  woda byłą rzadkim lodem ale nie czułem chłodu, ubranie zamarzło na mnie w kilka chwil ale nie czułem skrępowanych ruchów, była tylko jedna myśl w głowie – Czarek. Gdy szok termiczny odłączył mnie na chwile od świata czułem się bardzo pierwotnie gdyż nie myślałem, miałem tylko jeden cel. Złapałem go za obroże lecz gdy machał łapami wyciągał mnie coraz bardziej na środek rzeki. Spanikowany użyłem siły chwyciłem Go skostniałymi dłońmi za skórę na karku i resztkami sił wyrzuciłem go z wody na brzeg zanurzając się tym samy kompletnie pod wodę przeplataną lodem. Wygramoliłem się na brzeg i w zamarzniętych ubraniach doszedłem do mieszkania do którego na szczęcie nie miałem daleko. Czarek był bardzo szczęśliwy i zadowolony, skakał i merdał ogonem tak jakby wiedział co się stało i chciał mi podziękować. Leżałem 7 dni w łóżku. Po czasie dowiedziałem się iż z mostu jakaś starsza Kobieta widziała jak wpadłem do wody i zadzwoniła na policę. Jak się potem okazało nad Wartą trwała kilkunasto godzinna akcja ratunkowa chłopca który zatonął w rzece ratując psa, straże pożarne, karetki policja, śmigłowiec z kamerą termowizyjną, płetwonurkowie… radio, prasa, telewizja. Jakiś cudem doszli do tego, że to ja i nic mi się nie stało ale musiał się zgłosić na komisariat i wszystko wyjaśnić.
Zostałem odznaczonym psim bohaterem, w szkole byłem przez tydzień zwolniony z wszelkiego rodzaju kartkówek, prac domowych itp.

Najważniejsze, że Czarek przeżył.
Dziś jestem w Niemczech a Czarek w Poznaniu. Tęsknie za nim i postanowiłem iż w przyszłą sobotę jadę do Poznania i wracam do Niemiec w niedzielę. Jadę po niego, zabieram go do siebie.

Dwa tysiące kilometrów, łącznie 20 godzin jazdy, dwa i pół paku paliwa a powodem jest mój pies.
Kocham Go bardziej niż swoją rodzinę. Czarek kiedyś gdy zdechnie będzie jedynym powodem który wyciśnie zemnie łzy i nawet ich nie zobaczy.

Następną turkusową niedzielę, zimne powietrze i niskie słońce będę oglądał z Czarkiem podczas spacerów.
Jak wygląda Czarek? Jest uwieczniony na jednym z moich filmików na Vimeo pt. Dzień 1.

piątek, 28 września 2012

Serce czy rozum


Ojciec, zwany Jarkiem który wychował się na bagnistej Kujawskiej wsi i matka Stasia pochodząca ze wsi w dawnym woj. Kieleckim obecnym Świętokrzyskim… Ojciec został „oddany” i wychowała go jakaś starsza kobieta z zawodu murarz wyjechał do szkoły do Poznania, matka pochodzi z wielodzietnej rodziny wyjechała do szkoły do Poznania i wstąpiła do klasztoru. Pewnego razu gdy on miał 18 lat a ona 22 jakimś cudem się poznali i majstrowali sobie nad Wartą w trawie bobasa…
…dali mi na imię Emanuel od zawsze słyszę, że bardzo „oryginalnie” i tak się zastanawiam co by powiedzieli gdybym im powiedział, że to znaczy „Bóg z nami” bo matka była zakonnicą X|

Babcie od strony ojca poznałem 20 lat temu, mieszka od zawsze w Poznaniu ale mimo iż to jest to samo miasto w którym się urodziłem, wychowałem nigdy jej nie odwiedziłem wiedząc iż oddała mojego ojca. Dziadka od strony ojca poznałem w wieku 15 lat na krótko przed jego śmiercią. Inaczej sprawa się ma od strony matki. Często jeździliśmy w Kieleckie tam budowałem sobie domek na drzewie, zbierałem jagody i uczyłem się rozpoznawać grzyby, tam ganiałem kury i strzelałem z procy do gęsi którą zrobiłem z gałęzi, tam poznałem zapach akacji, bzu i skoszonego siana, tam biegałem po górach i łapałem świetliki do słoika i ukąsiła mnie pszczoła. Moja matka ma dziesięcioro rodzeństwa, każdy z nich po ślubie i po dwójce dzieci czyli w sumie z dziadkami famuła 42 osobowa.  Kiedyś gdy byłem młodym chłopczykiem bardzo lubiłem jeździć na wakacje do babci i dziadka bo wszyscy kuzyni  i kuzynki mieszkają w promieniu 12 km. W dziesiątkę bawiliśmy się w podchody po górach, lasach, łąkach i zamkach, zabawy w chowanego które trwały kilka godzin… dziś to ludzie w granicach 30 lat bez pomysłu na siebie którzy w ramach rozrywki produkują sobie dzieci.
Nikt już nie pamięta o dziadku i babci mimo, że mieszkają wszyscy tak blisko tylko ja i moi rodzice w Poznaniu i Niemczech jednocześnie. Dziadek zawsze opowiadał śmieszne choć zboczone kawały, babcia pamiętam, że mnie ganiała po podwórku z mokrą ścierą bo się psociłem choć nigdy mnie nie złapała mimo złości to zawsze dała mi jakieś słodycze i kieszonkowe na loda.  Bardzo ich lubiłem i oni mnie też. Dziś jestem już ponad ćwierć wiecznym szczonem i nie mam czasu jechać z Poznania 365 km w Świętokrzyskie w odwiedziny lub 1200 z Niemiec w których obecnie przebywam.

W sierpniu moi rodzice w ramach urlopu pojechali odwiedzić babcię i dziadka. Babcia ma zaawansowanego Parkinsona i nie przeniesie szklanki z herbatą ale jeszcze jest „Fit” dziadek mimo 82 lat jest naprawdę sprawny choć cierpi na depresję. Depresja w jego przypadku dotyczy lęku samotności, nie lubi razem z babcią zostawać sam. Dziadka depresja objawia się w taki sposób, że gdy przyjedzie moja mama zostanie na parę dni jest wszystko dobrze ale w dniu wyjazdu dziadek słabnie, duszności, przewraca się etc.
Mają tyle dzieci, tyle wnucząt mieszkających w promieniu 12 km a odwiedza ich przeważnie moja matka która mieszka albo 365 albo 1200 km dalej w zależności w którym domu przebywa. Rodzice opowiadali niedawno, że dziadek się żalił, że nie może zostawić babci samej w domu a on już nie ma siły iść 2km pod górę do sklepu i musi się prosić z łaską, żeby któryś z synów lub córek zawieźli go do sklepu i do apteki w której wydaje 80% renty i w dodatku jeszcze misi oddawać za paliwo!

Nie ukrywam iż wkurwiłem się bardzo. Cały czas toczą się w mojej rodzinie od strony matki jakieś spory o spadek itp. I panuje chciwość, zawiść i mentalnie przykra atmosfera… mają się za pępek świata do tego stopnia iż ostatnio nawet wysłuchałem wywiadu od wujka, że ma coś takiego jak klimatyzacja w samochodzie i mam szczelnie pozamykać okna bo nie zadziała a zamek w drzwiach jest centralnie zamykany!
Oni nie widzą ludzi, cech charakteru, kultury, dobrego serca w krewnym człowieku, nie uśmiechają się do siebie, nie dbają o relację z dziadkiem i babcią tylko mają im za złe to, że moja matka dostała 70% sama o oni w 9kte 30% gruntów w spadku itp.

Tak mnie to wkurwia, że przekonałem moją matę aby pojechała do dziadka i powiedziała iż wszystkiego się zrzeka i nie chce nic poza ciszą, spokojem i ciepłem dla rodziców.

A ja? A ja znalazłem w Internecie iż 20 km od domu moich dziadków jest miejscowość w której jest postój taksówek, zdobyłem numer zadzwoniłem i dogadałem się z kierowcą iż co miesiąc dostanie ode mnie przelew bankowy w wysokości  200 zł (150 zakupy, 50 usługa)i będzie robił zakupy w markecie na podstawie listy którą sporządzę dzwoniąc do dziadka i pytając go na co ma ochotę.

Dziś pierwszy raz dowiózł do babci i dziadka zakupy na podstawie listy produktów którą sam sporządziłem bo chciałem im zrobić niespodziankę.
Dziadek na początku był z zdziwiony, że pod dom przyjechała taksówka które tam nie występują 20 km wiozła zakupy które już są zapłacone od wnuczka który zamówił je będąc 1200 km dalej a kilkanaście członków rodziny mieszkających w promieniu 12 km żąda zwrotu kosztów paliwa gdy podwiozą starego dziadka 2km do sklepu.

W skład produktów wchodziły wędliny, pieczywo, nabiał, słodycze, owoce, warzywa, koniak który dziadek lubi i oczywiście bukiet kwiatów dla babci.

Myślę, że możecie sobie razem zemną wyobrażać uśmiech i radość mojego dziadka i babci i tym samym możecie razem zemną wyobrażać prawdopodobne przeciwieństwo mimiczne i emocjonalne moich kuzynów, kuzynek, ciotek i wujków.




sobota, 22 września 2012

Przecinek czy kropka?

Hmmm... a może by tak się wypisać nawet z bloggera? coraz mniej mnie tu...zamykam w sobie cnoty, bogactwo niematerialne, słowa nieelokwentne i skazę emocjonalną... cisza. Już nie chce tłumaczyć, wyjaśniać, odpowiadać na pytania... znudziłem się nawet już dialogiem z kimś kto nie potrafi zrozumieć pierwszego zdania które ulatuje jak życie z moich ust... pusto tu, niczym próżnia wypełniająca przestrzeń świecącej żarówki... nudzi mnie nawet zaufanie i uśmiech. Nauczyłem się ostatnio nie włączać muzyki, nie włączać rytmu ranka, nie włączać rytmu popołudnia który wybija radio w pracy i muzyka właściwa którą zwać mam czelność po osiemnastej gdy zarządzam playlistą u zgiełku relaksu jaki miewam skromie w czasie pokuty umysłu... cisza. Od dziecka powtarzają mi, że buduje długie zdania na których wszyscy gubią się w połowie ale czyj to problem? przecież w tym miejscu to ja jestem gramatyką czyż nie? nie wiem. Ja nic nie wiem, jestem tylko iskrą, przecinkiem, znakiem, błędem i oddechem cyfrowym. Jestem nikim i chyba jestem z tego dumny. Nie chce być Kimś bo każdy tak chce - nawet Ty. Ja chce być sobą, ze swoim 'ja' czyli cisza bo i tak nikt mnie nie zrozumie i nie dlatego, że nie potrafi tylko dlatego, że nie chce. Zastanowię się, porozmawiam z klawiaturą i zapytam o zdanie co ona o tym myśli...


Najlepsze Blogi